Łucja Kłańska-Kanarek:

O tym, jak drogą krętą wkradłam się w malarsko-magiczny świat


,,Kochaj i rób co chcesz”
rzekł św. Augustyn, a ja go posłuchałam i zostałam malarką… Tak można by w uproszczeniu podsumować moją decyzję o wyborze zawodu, ale nie było ani tak prosto, ani tak jednoznacznie. Po drodze było bowiem więcej niż wiele pomysłów na życie, a to miałam zostać urzędniczką ze względu na wielką słabość do pieczątek i podbijanych nimi stert papierów, a to dentystką - miłość do słodyczy prowadziła mnie do gabinetu stomatologicznego nader często, a tam zniewalał zapach medykamentów… Któregoś dnia oznajmiłam, że zostanę tancerką w operetce (to po pierwszej wizycie w przybytku lekkiej Muzy). Kiedy kończyłam Liceum Plastyczne, usiłowałam wyżebrać u mamy pozwolenie na studiowanie polonistyki (oprotestowała), dziennikarstwa (jeszcze bardziej oprotestowała) w końcu italianistyki (akurat w tym roku nie robili naboru).

Naburmuszona złożyłam teczkę z pracami plastycznymi na nowo powstały na UP kierunek Wychowanie Plastyczne, zdałam egzamin wstępny i zostałam przyjęta. Po studiach krótko uczyłam w przedszkolu (szaleństwo) i podstawówce (jeszcze większe szaleństwo). Na szczęście mój dobry mąż łagodną perswazją ,,przymusił” mnie do powrotu do malarstwa, które jak się okazało miało stać się moją miłością, przeznaczeniem i wykonywanym zawodem. Tak więc, trochę dookoła, ale jednak, zostałam malarką… Kocham moją pracę, robię w niej to co chcę… No, całkiem jak u Augustyna!

Przeczytaj też krótką notkę biograficzną >>


 

Łucja Kłańska-Kanarek poleca

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl