Maria i Leon. W cieniu swastyki 5
Maria i Leon. W cieniu swastyki

Siedzę przed ekranem laptopa, ręce mi się trzęsą, łzy nie przestają płynąć...

Zamierzałam napisać kilka zdań o faszyzmie, o tym przeklętym, do dziś nie wytrzebionym z ludzkich serc i umysłów potworze, który jak hydra co jakiś czas odradza się i powoduje, że zamieram. Tak jest ilekroć w Niemczech trafiam na targach staroci na stoiska z militariami, znaczkami pocztowymi i drukami z czasów III Rzeszy. Kiedy widzę starszych panów, z nabożeństwem kontemplujących te tragiczne pamiątki i co znacznie bardziej mnie porusza -  młodych, dyskretnie zainteresowanych ,,skarbami” na stoisku czuję dreszcze. Przepisowo, po niemiecku, (wiadomo: Ordnung muss sein! ) symbole swastyki są przysłonięte małymi karteluszkami. Takie ,,puszczanie oka” do przepisów, tak tak, wiemy, rozumiemy, oczywiście. Brrr …

Tak samo czuję, gdy widzę rozwrzeszczanych rodzimych faszystów, a zapewniam, nie trzeba reportażu w TVN by na nich trafić. Wędrówka po portalach społecznościowych i wybryki niektórych polityków bądź do polityki aspirujących wystarczą, by poczuć tę atmosferę.

 

Ostatnie dni spowodowały, że temat faszyzmu powrócił do mediów ale i życia prywatnego  

Mimo, że urodziłam się piętnaście lat od jej zakończenia, temat wojny, hitlerowskiej okupacji, ludobójstwa był mi bardzo dobrze znany. W rodzinie wiele się o tym rozmawiało. O przyczynach wojny, o faszystowskich Niemczech, Włoszech, Hiszpanii.

O tym, jak wielki panował w przedwojennej Polsce antysemityzm. O zamordowanych bieżanowiakach, o bieżanowskich Żydach… O tym, jak bardzo człowiek potrafił gardzić człowiekiem. Jako dziecko pełne empatii oddychałam głęboko, ciesząc się, że ten straszny czas  minął. Opowieści o wojnie prześladowały mnie w snach przez długie jeszcze lata.

W domu moich dziadków w Bieżanowie, pod podłogą pokoju zajmowanego przez niemieckich kolejarzy mój tata, dowódca plutonu AK urządził skrytkę z bronią. Brat babci, spadochroniarz uczestniczył w operacji powietrzno - desantowej pod Arnhem. Wuj Grodecki był adiutantem mjr Sucharskiego i bronił Westerplatte. Mieli co wspominać. Naturalnie po cichu i bez świadków…

 

W wojennych wspomnieniach rodzinnych pojawiała się też ciocia Marysia

Mówiono o niej z wielkim żalem i smutkiem. To opisana na wstępie tego blogowego wpisu ciocia Marysia, ta, która w scenicznej peruce spogląda z fotografii.

Była ukochaną ciotką mojego ojca, a że Maria i Leon  byli bezdzietni całą niespełnioną rodzicielską swą miłość przelali na mojego tatę  Zygmunta. Każde wakacje spędzał w pięknym toruńskim mieszkaniu, które mieściło się nad ich restauracją gdzie się stołował. Ku zmartwieniu cioci (czemu to dziecko nie chce próbować innych dań?!) jedząc monotematycznie cały miesiąc  kotlety schabowe. Rozpieszczali go, dbali o rozrywki i wszelkie przyjemności, traktowali jak syna. A Zygmuś odwdzięczał się miłością i serdecznością, wspominając ich najcieplej do końca swych dni.

O losach wujostwa po wkroczeniu hitlerowców do Torunia wiadomo było tylko tyle: zostali zamordowani. Jakiś trop prowadził do ich wieloletniego przyjaciela, znającego dobrą sytuację  materialną Gabryelewiczów, ale i wtajemniczonego w miejsce przechowywania przez nich pieniędzy i biżuterii. Ciocia mawiała, że ,,to na wypadek jakby nam się coś stało”. Ów podły człowiek okazał się tajnym współpracownikiem Niemców.

Połasił się na majątek Marii i Leona, postarawszy się, by ich aresztowano. Bez trudu, posiadając klucze do ich mieszkania mógł przywłaszczyć sobie dorobek ich życia. Nie wiedziano w rodzinie kiedy i jak zginęli. Po prostu któregoś dnia zniknęli…

 

Fotografia ciotecznej babki stoi u mnie w domu na honorowym miejscu.

Modlę się za nią i Leona od lat. I od lat myślę, jak zginęli, gdzie ich groby? Szczególnie we Wszystkich Świętych czuję wielki żal, że nawet nie mogę sobie wyobrazić miejsca ich pochówku. Czy w ogóle zostali pochowani?? Jakie były ich ostatnie dni, miesiące, może lata w obozie? I taka pustka. Przecież wiem od zawsze, że wszelki ślad po nich zaginął. Że nikt nie wie nic o ich losach...

Dziś rozpoczynając pracę nad tym tekstem bezwiednie wpisałam w internetową wyszukiwarkę: Maria Gabryelewicz Toruń. Byłam w stu procentach pewna, że niczego nie znajdę…

Pierwsze, co ukazało się moim oczom: Lista osób pomordowanych  w lasach Barbarki (kompleks leśny w okolicy Torunia) jesienią 1939 r. To trzysta osób znanych z imienia i nazwiska, przeznaczonych na rozstrzelanie jako ,,należący do polskiej grupy przywódczej” Głównie inteligencja, ale też rzemieślnicy, robotnicy, rolnicy…

 

Pozycja 10.Gabryelewicz Leon, restaurator, pozycja 12. Gabryelewicz Maria, restauratorka

Łzy. Trzęsące się ręce ...

Ciociu Marysiu, wuju Leonie, dla Was to kompletnie bez znaczenia, ale dla mnie to niezwykle ważne! Mogę pojechać w miejsce waszej kaźni. Mogę spojrzeć na krajobraz, który Wy widzieliście w ostatnim dniu życia. Mogę stanąć w miejscu, gdzie być może staliście i Wy w godzinie śmierci. Mogę zrobić cokolwiek, co zamknie raz na zawsze otwarte od prawie osiemdziesięciu lat pytanie: GDZIE …

Gdyby nie Hitler, gdyby nie oczadziałe jego potworną, diabelską ideą miliony ludzi, wierzących  że ,,Jeden Naród, jedna Rzesza, jeden Wódz” zapewnią im dobrobyt i szczęście Maria i Leon Gabryelewiczowie oraz sześć milionów  im podobnych polskich ofiar faszystowskiej idei nie straciłoby życia. O skali globalnej nawet nie wspominam.

 

Dlatego do cholery nie śmieszą mnie torty udekorowane swastyką z czekoladowych wafelków!  

A kto ma wątpliwości niech obejrzy film ,,Kabaret” i uważnie wysłucha cudownie  brzmiącej i potwornej w swej wymowie pieśni ,,Tomorrow belongs to me” …

Każde zło zaczyna się niewinnie. Nawet to najpotworniejsze

Komentarze do wpisu (5)

27 stycznia 2018

Dziękuję za ten wpis. Żartów nie ma i nie może być też przyzwolenia na przymykanie oczu, w sprawie ciągot do hitlerowskiego nazizmu. To jest zaraza, która w każdej chwili może się przeistoczyć w pandemię. W każdej chwili!!! Obecne czasy są temu bardzo sprzyjające. Wujostwo było i ich nie ma. Ich grobów też nie. A majątek przejęli szmalcownicy.Pan europoseł Ryszard Czarnecki powinien sobie wyjaśnić pojęcie "szmalcownictwa". Do dziś mam wiedzę, którą przekazali mi rodzice, które i gdzie kamienice do "szmalcowników" należały. Ale niektórzy ich podziwiali za operatyność, bo większość jednak uczciwych ludzi tymi hienami gardziła. Uważajmy więc.

29 stycznia 2018

Nigdy nie myślałam, że dożyję czasów, w których zło nazywa się niewinnym wybrykiem, kukłę Żyda (zresztą wszystko jedno czyją)pali się przy publicznym i politycznym aplauzie a narodowcy staną się pupilkami rządzących i niestety kościoła. Szowinizm był, jest i zawsze będzie czarcim dzieckiem, podrzucanym z dna piekieł w różne zakątki świata. Tym razem czarci pomiot podrzucono u nas...

30 stycznia 2018

Jako dziecko Przeżyłam wojnę. Pamiętam strach,zimno w zimie i niedostatek jedzenia.Ja Przeżyłam,ale mojej Matce nie udało się przeżyć. Zginęła w ostatnich dniach wojny,osierocając czwórkę dzieci,najstarsze miało 10 lat,najmłodsze 2.Czym dla mnie są marsze neofaszystów w Polsce,nie trzeba przesadnie uzasadniać.

6 lutego 2018

Pani Anno, dla tych wszystkich na razie ,,bawiących" się w faszyzm Pani słowa ani moje nic nie znaczą. Oni mają potworną dziurę w edukacji, w domach pewnie już o wojnie nie rozmawiano, blokowiska żyły czym innym, ze szkoły niewiele wynieśli. I tę cholerną dziurę zapełniają fałszywi prorocy, fałszywe autorytety, a przecież w człowieku, zwłaszcza młodym jest jakaś ogromna potrzeba autorytetu. więc, trywializując-kto pierwszy ten lepszy...Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

13 lutego 2018

Mojej babci brat w stopniu oficera prawdopodobnie zginął na Majdanku w Lublinie , mój dziadek walczył w legionach Piłsudskiego,miał dobry kontakt z Żydami , ukrywał 12 letniego chłopca , ale zaś żyd z policji wydał go Niemcowi który przeszył z maszynowego karabinu za dziadkiem wraz z dwojgiem dzieci w tym mojego ojca , a wszystko tylko za to że zamiast wieźć kontyngent 80 km do oddalonego Lublina , dziadek świsnął batem na 2 konie i uciekał , nic się dzięki Bogu nie stało . Moja ciocia była oficerem w partyzantce , została rozstrzelana a małe jej dwumiesięczne dziecko oszczędzono .Brat dziadka wraz z dziedziczką wioski Babianka uratowali mieszkańców z Majdanka. W moich korzeniach zakorzeniony jest patriotyzm oraz pomoc drugiemu człowiekowi w potrzebie . Mam jednak dużo ale co do tego co się dzieje w moim kraju i nie mogę patrzeć jak mówi się negatywnie o jednej stronie medalu a pobłaża się drugiej , nie mówi się o zarazie komunistycznej która rozciąga swoje macki i jest na to przyzwolenie , pobłaża się ludziom pochodzenia Żydowskiego lub i zwykłym niedouczonym albo co gorsze celowo , dla zysku szkalującym nas za niekonicznie popełnione zbrodnie , przestępstwa które nie zostały udowodnione a które poszły daleko i nieodwracalnie w świat , ja również na to się nie godzę , owszem spalenie kukły nie było najlepszym pomysłem aczkolwiek ta osoba tak bardzo się zasłużyła negatywnie i dalej to czyni , to jest hańba , tak też nie można , tych ludzi trzeba dotkliwie wytykać palcami a nie pomijać . Co do młodzieży wszechpolskiej lub innych organizacji i względem nich obawy to trzeba powiedzieć że w Polsce te organizacje istniały przed wojną i nie były organizacjami faszystowskimi , nie napadli na nikogo i tym się różnimy od innych , co do skrajności które oczywiście są to jednostki trzeba likwidować , powtarzam iż są to jedynie skrajne jednostki nawet ci ostatni mają nie polskie nazwiska oraz mieszkają na Śląsku . Spotkałam się 20 lat wstecz w Niemczech jak w restauracji starszy człowiek zasalutował dla Hitlera i nikt nic nie zrobił i takie przypadki się tam zdarzają od czasu do czasu , nie sądzę że my Polacy jesteśmy takim złym narodem któremu się często wmawia , pozdrawiam .

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl