Pamięci Przyjaciela 12
Pamięci Przyjaciela

Wojciechowi Siemionowi, w 8.rocznicę śmierci 24 kwietnia 2018

 

Dwór był solidny

Kryty gontem, własnoręcznie układanym przez Wojciecha, pobielany, z klasycystycznymi kolumnami. A piękny tak, że dech zapierało, choć to tylko dwór, może nawet dworek. Nie pałac, ani rezydencja. Nie musiał niczego udawać, kokietować, stroić się w cudze piórka, bo był kwintesencją tego co najszczersze i najszlachetniejsze.

Był polski w najlepszym tego słowa znaczeniu: gościnny, otwarty na to co nasze- ale też pełen ciekawości i serdeczności dla  innych kultur i nacji. Żadnej ksenofobii, żadnej zaściankowości.

Dawał poczucie bezpieczeństwa, trwania, harmonii, zapewniał o randze przyjaźni, szacunku wobec tego co minęło, ale odcisnęło na nas ślad. Może niewidoczny, ale jednak. Jeśli dom  może mieć serce i duszę, a wierzę, że tak, dwór w Petrykozach miał je na pewno.

Przez lata pieczołowicie remontowany, a w zasadzie podnoszony z ruiny przez zakochanego w sztuce, tradycji i historii Wojciecha Siemiona i jego żonę Jadwigę zwaną ,,Piwką” był tym miejscem na Ziemi, do którego raz zajechawszy chciało się wracać i wracać.  

Patrzę przez szeroko otwarte okno - kwitną okoliczne sady, a pachną tak, że czuję ich cudowną woń nawet w domu! Jak wtedy, gdy przełomem kwietnia i maja 2004 roku jechaliśmy do Petrykoz, a droga z Krakowa ku Warszawie wydawała się podróżą ku szczęściu… Zieleń, kwiaty, bociany krążące nad okolicznymi łąkami… U celu podróży dom, który znałam z telewizji i artykułów prasowych. Bagażnik  auta wypełniony obrazami wiezionymi na moją wystawę w Wojciechowym, dla nas już na zawsze Zaczarowanym Dworze.

 

 

Gdy w grudniu 2003 roku moja przyjaciółka Jolanta Wcisło  przybyła do Radia Kraków na wernisaż wystawy w towarzystwie swego serdecznego przyjaciela ,,od zawsze” Wojciecha Siemiona byłam tyle zdumiona co szczęśliwa, bo natychmiast okazało się, że z (wówczas jeszcze Panem) Wojciechem łączy nas ,,pokrewieństwo dusz” jak mawiała Ania z Zielonego Wzgórza…

Obejrzawszy i skomplementowawszy moje obrazy, Mistrz, (wybitny znawca i koneser malarstwa współczesnego o czym nie wszyscy wiedzą, kojarząc go częściej z fascynacją sztuką ludową) niewielkiego bądź co bądź wzrostu, dziarsko wskoczył na krzesełko i zaczął recytować wiersze o sztuce...

Wernisażowy gwar przycichł, a zebrani z zachwytem wsłuchiwali się w słowa poezji.

A recytatorem był niezrównanym!

 

Pamiętam taki wieczór w Petrykozach…

Pewnie to było latem 2006, gdy zostaliśmy z moim mężem i gospodarzem sami w gwarnym zazwyczaj dworze, a z nastaniem wieczora zabrakło prądu… Zasiedliśmy na ganku na tyłach domostwa i przy akompaniamencie żabiego koncertu z  dworskiego stawu, przy świetle księżyca przeglądającego się w lustrze wody słuchaliśmy Wojciechowych recytacji. Mijała godzina za godziną. Wojtek mówił wiersze. Nie jestem w stanie w żaden sposób opisać JAK on mówił poezję… jak on ją czuł, jaki miał niesamowity talent!

W pewnym momencie spojrzałam na mojego Andrzeja, zastanawiając się, jak on, będąc wprawdzie wielbicielem literatury ale NIE będąc wielbicielem poezji ,,zniesie” ten poetycki maraton… Siedział zasłuchany, oczarowany, skupiony na każdym Wojciechowym słowie… Lepszej rekomendacji dać nie mogę…

 

 

Wracajmy jednak ku wiosennej podróży do Petrykoz

Po wspomnianym wernisażu w Radiu Kraków dostałam od Wojciecha list z zaproszeniem do zorganizowania wystawy w jego dworze, który od lat był: galerią malarstwa, teatrem, salą koncertową, wykładową, miejscem spotkań poetów, literatów, artystów sztuk wszelakich, polityków, ludzi z pierwszych stron gazet, muzeum, galerią sztuki ludowej na najwyższym poziomie i Siemionowym domem zarazem, tak bardzo ciepłym i gościnnym, że naturalną koleją rzeczy ludzie lgnęli do niego i jego dobrych, życzliwych, pełnych otwartości na człowieka i sztukę Gospodarzy.

Wieczór zastał nas w podróży, wjazd do Petrykoz i za dnia piękny, bo przez ciągnące się kilometrami sady, lasy i zagajniki, w ciemnościach rozświetlonych światłami  samochodu wydawał się po prostu nierealny - kwitnące drzewa w reflektorach auta wyglądały jak filmowa sceneria… Ha, nic dziwnego… W końcu jechaliśmy do domu wybitnego aktora ;)

Na podjeździe Wojciech, wywabiony z domu przez dworskie psy, zawiadamiające swego pana, że goście jadą, witający nas z daleka trzymanym w ręku słomkowym kapeluszem…

W domu - Piwka i nasi wspólni przyjaciele - krakowskie Soroptymistki z Jolą Wcisło  na czele…

Potem wernisaż, spotkania z wybitnymi artystami, biesiady, nieokiełznana radość z bycia pośród niezwykłych ludzi, w cudownym miejscu i czasie.

 

 

Taki widok pozostał mi w oczach, w sercu, w pamięci.

Taki chcę zatrzymać i nie chcę przyjąć do wiadomości, że nie ma Wojciecha, z którym zaprzyjaźniliśmy się szczerze. Nie ma jego mądrej, uroczej żony Piwki, która w pełni sił życiowych i zawodowych (była wziętym warszawskim adwokatem) zmarła nagle zimą następnego roku.

Chcę pamiętać, jak trzymając się za ręce niczym para zakochanych nastolatków, starsi państwo o cudownie młodych duszach przemierzają powoli dworskie pokoje...

Patrzyliśmy na Nich ze wzruszeniem i nie mówiąc o tym, bo od lat czytamy sobie z mężem w myślach, po cichu marzyliśmy: też tak chcemy, też tak będziemy…

Odwiedzaliśmy dwór jeszcze wielokrotnie.

I choć to może wyda się naiwne, myślałam, że Wojciech i Piwka, że ich dwór będą trwać zawsze… Że przemijanie ich nie dotyczy… Byli dla mnie jakimś ,,gwarantem” nieśmiertelności, czy ja wiem, jak to nazwać?

 

Ze śmiercią Piwki umarł kawałek dworu

Wojciech ożenił się po raz wtóry, ale dwór już nie odżył. Moim zdaniem, nie chciał mieć drugiej ,,pani”…

Wojciech, na skutek cholernie głupiego wypadku samochodowego zmarł 24 kwietnia 2010 roku.

4 marca 2013 roku dwór spłonął. Spłonęła gromadzona przez Wojciech kolekcja współczesnego malarstwa polskiego: Beksiński, Duda Gracz, Szancenbach, Maria Anto, Carlotta Bologna, Lebenstein, Tarasewicz, Brzozowski, Waniek, Dwurnik i mnóstwo innych. Ja również. Rechot historii… moje obrazy spalone z dziełami tuzów malarstwa. Podobno coś ocalało. Śmiech przez potoki łez…

Nie wiem, czy spłonęły pieczołowicie gromadzone przez Siemionów zabytkowe meble, dzieła sztuki minionych epok, ale wiem, że spłonął inny, piękniejszy świat.

Widziałam wiele pięknych domów, dworów, pałaców. Ale Petrykozy to była jakaś szczególna jakość. Osobna planeta, na której w świętej zgodzie żyli ludzie, sztuka, historia i współczesność.

 

 

Ten dwór kochał Jadwigę - ,,Piwkę” i Wojciecha. Bo oni podnosząc go z ruiny dali mu powtórne życie. Ten dwór nie chciał bez nich żyć. Czy odebrał sobie życie ręką podpalacza czy zwarciem instalacji elektrycznej- nie wiem. Ale jestem pewna, że on bez NICH po prostu nie chciał żyć...


 

Pamięci Przyjaciela...

 


 

Komentarze do wpisu (12)

25 kwietnia 2018

Wzruszająca opowieść

25 kwietnia 2018

Boże jakie to piękne,Łucja Ty musisz napisać książkę.To się świetnie czyta,jakbym tam była

25 kwietnia 2018

Ty to umiesz oddawać nastrój chwili.... Łza mi się w oku zakręciła. Pan Wojciech Siemion był osobą zupełnie innego formatu niż dzisiejsze "sławy". Nie tylko na sztuce się znał, nie tylko był wielkim aktorem i cudownie recytował - wspominam Go również jako wnikliwego badacza zagadnień wersyfikacyjnych i rytmicznych w poezji polskiej, łacińskiej. Pamiętam rozmowę z Nim ( po wieczorze poezji w Dworku Białoprądnickim) o rytmie w trenie VII Kochanowskiego, który podkreślał nastrój utworu naśladowaniem łkania.... Ech..." Byli chłopcy byli, ale sie minyli. Hej i my sie miniymy po malućkiej chwili"......

25 kwietnia 2018

Łucjo Najmilsza napisalaś moimi myślami i słowami. Wojtka poznałam w lipcu 1968 roku ...50 lat minie niebawem, tez byłam przekonana , że będzie z nami -rodziną i przyjaciółmi długo. ...długo. Dziękuję bardzo za piękne wspomnienie tamtych chwil. ... ❤❤

25 kwietnia 2018

Pięknie napisany tekst o W.Siemionie i jego pasjach.Lekkie pióro- taki dar trzeba po prostu posiadać.Pozdrawiam serdecznie.

25 kwietnia 2018

Dziękuję,że zechcieliście się udać ze mną w podróż pamięci...To są najpiękniejsze ale i najtrudniejsze ze wszystkich podróży. Zwłaszcza te do miejsc, których już nie ma i do ludzi, którzy przekroczyli Ostatnią Bramę...I dziękuję Wam Mili, za tak łaskawe recenzje...

29 kwietnia 2018

Cudownie namalowane słowem....Na chwilę przeniosłaś mnie do Perkoz.Pozdrawiam Cię serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejny wpis.

4 maja 2018

Bardzo piękny wpis.Jak z książki.Czasem oglądam pani prace na fb.Niewątpliwie jest pani utalentowana plastycznie,a teraz widzę,że zajmująco opowiadać też pani umie.Ja od szesnastu lat jestem rodziną zastępczą i pani barwny świat bardzo ożywia moje dni,dziękuję:)

22 czerwca 2018

Dopiero dziś zajrzałam na bloga i zobaczyłam Pani wpis...Bardzo za niego dziękuję, serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze w pięknej choć zapewne niełatwej misji...

7 lipca 2018

Cala prawda o tym cudownym miejscu i jego gospodarzach.

8 lipca 2018

Dziękuję za te wspomnienia

14 lipca 2018

Piękne i wzruszające,malarskie wspomnienia

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl