Przyszła koza do woza... czyli malarka na blogu 3
Przyszła koza do woza... czyli malarka na blogu

W imię Ojca i Syna… Mam pisać bloga... Kiedy z dziesięć lat temu namawiała mnie na to koleżanka żachnęłam się i z dużą niechęcią odparłam, że nigdy, że w ogóle nie zamierzam obsługiwać komputera, do niczego mi to nie jest potrzebne i takie tam plotłam bzdury czyli po ,,krakosku” androny.

Na szczęście czas i życie zweryfikowały te moje mądrości, praca z komputerem okazała się nie tylko konieczna i pożyteczna, na dodatek zaczęła mi sprawiać wielką przyjemność i dziś, po raz pierwszy ruszam w pisaną podróż po moim świecie, którego cząstką jest każdy kogo znam i wielu, których nie znam, w której będziecie mi mam nadzieję towarzyszyć.

 

Listopad rozgościł się na dobre.

Biedny, odarty z liści, poszarzały od deszczowych, coraz krótszych dni, rozpaczliwie trzepocący  nagimi gałęziami drzew, którymi wiatr bawi się bez ładu i składu…

Miesiąc, który rozpoczyna się dniem Wszystkich Świętych, a opinię ma najgorszą w całym kalendarzu. Czymżeś zawinił ludziom listopadzie, że kogo nie zapytać nikt cię nie lubi? Nikt? Otóż mój drogi-ja cię lubię, ba, uwielbiam!

Może dlatego, że lubię chodzić pod prąd, że jestem przekorna z natury, a może dzięki ,,Weselu” Wyspiańskiego, na które zabrali mnie rodzice do teatru pewnego listopadowego wieczoru, gdy miałam 10 lat? Na prawdziwe ,,dorosłe” przedstawienie, w którym Isię grała młodziutka Anna Dziadyk, późniejsza Dymna, a które dostarczyło mi tak potężnej dawki  wrażeń i wzruszeń, że w nocy dostałam gorączki i nie poszłam do szkoły? Akcja rozgrywa się w listopadzie…

A może za sprawą ,,Nocy listopadowej” tegoż samego Wieszcza, w reżyserii Andrzeja Wajdy, lub mickiewiczowskich ,,Dziadów”po raz pierwszy oglądanych przeze mnie w Teatrze Starym w Krakowie 2 listopada 1975 roku a datę i okoliczności pamiętam jakby to było wczoraj... w genialnej reżyserii Konrada Swinarskiego-Trela, Stuhr, Sadecki, Budzisz-Krzyżanowska, Dymna. Ależ to były czasy! Ależ to był Teatr, przez duże T pisany…

Tak czy owak, rzeczywiście trochę irracjonalne uwielbienie dla listopada zostało mi do dziś, a niegdysiejsze  artystyczne doznania nie tylko nie przeminęły, ale niespodziewanie dla mnie samej stały się zaczątkiem czegoś innego ale również ,,artystyczno-listopadowego”.

Po listopadzie jak wiadomo przychodzi grudzień, a z nim św.Mikołaj i Boże Narodzenie. A na te dwie urocze, wyczekiwane okoliczności klienci zamawiają u mnie krakowskie i anielskie obrazy i obrazki, które zapakowane w piękne papiery staną się mikołajowymi bądź gwiazdkowymi prezentami. Tak więc w listopadzie mam ręce pełne roboty, pracownia tętni życiem i najpiękniejszą muzyką, której nie żałuję sobie podczas malowania, w powietrzu niczym śnieżynki fruwają leciuteńkie płatki złotej folii, a nastrój jest tak ciepły i pełen radości, że udziela się gościom, którzy mnie w tym czasie odwiedzają.

Jeśli komu źle, buro i ponuro - zapraszam do mojej pracowni. Zapewniam, że więcej tu optymizmu i dobrej energii niż w niejednym wesołym miasteczku ;)

Komentarze do wpisu (3)

12 listopada 2017

U Ciebie, u Was, zawsze jest wspaniałe. Wiem, bo byłam wielokrotnie i będę jeszcze nie raz. Pozdrawiam

20 listopada 2017

Masz rację Łucjo, Teatr Stary był teatrem przez duże T.. Znakomite spektakle w tym teatrze zaczęły się jednak dużo wcześniej. Do dziś pamiętam Tango Mrożka wystawiane gdzieś w drugiej połowie lat 60tych, wtedy pierwszy raz zobaczyłem Jana Nowickiego jako Artura i Jerzego Bińczyckiego jako Edka a Wiktor Sadecki w krótkich harcerskich spodenkach i we fraku grał Eugeniusza. Szkoda że tak mało spektakli z tego najlepszego okresu Teatru Starego nie zostało utrwalonych na taśmie. Miło że wspominałaś o tym Teatrze.

28 listopada 2017

Ja też nie mam nic przeciwko listopadowi...odkąd nie muszę wyściubić nosa na zimny wiatr i deszcz ze śniegiem. Siedzę sobie w ciepełku i patrzę za okno z fałszywym współczuciem dla chłostanych i smaganych przez klimat, który jest, jaki jest.W Twojej pracowni panuje tak miła i serdeczna atmosfera, że nie przemogą jej żadne zjawiska pogodowe. I chyba nie muszę dodawać, czyja to zasługa... Tak się składa, że "Wesele" to i dla mnie podstawowe dzieło, bez którego trudno ubarwić trafnym cytatem jakąkolwiek ciekawą dyskusję. Jednak za ponurym nastrojem, w którym się nurzał Wyspiański, nie przepadam.Jednak trudno zaprzeczać, że spektakle Swinarskiego i Wajdy w Starym Teatrze z młodym Janem Nowickim, Anną Dziadyk w roli Kory, z Teresą Budzisz Krzyżanowską jako Ateną i całą plejadą wybitnych artystów, zbudował mój gust i zostawił trwały ślad w edukacji.A listopad lubię również ( paradoksalnie!) za to, że bóstwo komercji nakazuje budzenie atmosfery Bożego Narodzenia zaraz po Wszystkich Świętych, dzięki czemu "nacieszam się" do woli przygotowaniami do najpiękniejszych świąt w roku. Miłej pracy Kochana!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl